Dziś odkryłem niesamowite zastosowanie muzyki w rehabilitacji. Mianowicie idąc wieczorem z odtwarzaczem odkryłem, że rytm muzyki narzuca mi tempo, przez co za wszelką cenę próbuje się pozbyć „asymetryczności” kroków, staram się ukryć co drugie „gibnięcie”, zminimalizować różnice w ruchach tak aby akcent z obu kroków był taki sam. Wszelkie różnice próbuje nieustannie maskować w masie innych ruchów. Zmieniam techniki, nacisk, sposób stawiania stup, idę bokiem! Staram się naturalnie upłynnić ruch. W ten sposób pracuje cała rzesza mięśni więc do zdrowia wraca się szybciej.

Oczywiście może wyglądać to dziwnie z zewnątrz. Na szczęście ten problem rozwiązuje się sam! Przecież jestem w słuchawkach na uszach, wysyłam jasny sygnał – ja nie idę, ja tańczę!:)