Przybył! Piękny, importowany z niemieckiego eBay’a, szef wszystkich szefów, zoom nad zoomami, pan teleobiektyw Raynox DCR-2020 Pro. W tandemie z Fujifilm HS10 stanowi zamiennik lunety z efektywnym zoomem optycznym x66. Polowałem na niego z 3 miesiące czesząc niemieckiego serwis aukcyjny aż znalazłem tanią używkę.

Teleobiektyw otrzymałem w miękkim, materiałowym futerale wraz z plastikowym pierścieniem 58mm. Pierwsze wrażenie –  bardzo dobre, “made in japan” to jest to. Deklarowany zoom x2,2 jest faktycznie zauważalnie większy niż przy konwerterze massa x2, odnośnie jakości to różnica jest kolosalna, w zasadzie to nie ma co porównywać.
Zdjęcia przedsawiają minimalna i maksymalną ogniskową, a potem powiększenie po założeniu konwertera. Fotki bez konwertera przy ISO400, z Raynoxem przy ISO800 (było pochmurno).

Ostatnie zdjęcie to crop z pełnej fotki do wymiaru 1920×1200 (następnie pomniejszony o 50%). Generalnie jest bardzo dobrze, w zasadzie nie widać żadnych zniekształceń, przebarwień lub deformacji.
Kompakty nie radzą sobie dobrze przy większej czułości więc pewnie ze statywu wyszły by dużo lepiej, niestety zostawiłem go w pracy. To tylko szybki test, wolę poczekać aż Raynox będzie “niezbędny” a do zdjęcia, wtedy pewnie pokaże jeszcze pazur.
Teraz nie się tylko księżyc pokaże się na niebie…