Generalnie nie przeszkadza mi obecność “chemii” w produktach spożywczych. Lubie wszytki E169 dzięki którym mogę wypić mleko po tygodniu i zjeść hamburgera z McDonalda kupionego jeszcze za 2zł w 2009r.

Wszytko jest po coś! Producenci nie faszerują żywności konserwantami bo chcą nas podtruć, tylko po to aby produkt dużej nadał się do spożycia (mniej strat). Aby jogurt zostawiony po otwarciu na tydzień w lodówce wyglądał jeszcze apetycznie gdy będziemy chcieli do niego wrócić, oraz aby proście było go dowieść do afryki gdzie dzieci głodują.

Mimo to “lekko” się zdziwiłem robiąc krem na tort z Nutelli, albo dokładniej próbując go zrobić poprzez dodanie do niej odrobiny mleka.

Dokładnie było to tak: Włożyłem do gorącej (ale nie wrzącej) wody Nutellę, stała się cudownie płynna, potem dodałem do niej odrobinę mleka. Widziałem moment w którym mleko się wchłonęło… potem nie było już tak pięknie. Całość momentalnie się ścięła, a na łyżeczce którą mieszałem utworzył się mega czarny gil, cała zawartość słoika dała się wyciągnąć razem z łyżeczką. Wielka czarna galareta. Potem wsadziłem to do słoika i dalej mieszałem w nadziei, że cały proces się odwróci. Na marne, gil zgęstniał i się pokruszył nie dając się już rozsmarować, smak lekko zmieniony. I po co było kombinować.

Chemia jest wśród nas:) Pamiętaj zawsze chemiku młody, nie mieszaj mleka z Nutellą jeśli nie chcesz przygody!