Dziś mija druga rocznica śmierci Michaela Jacksona. Pamiętam ten wieczór i poranek. Myślałem że MJ po prostu źle się czuje a w CNN już mówią o nim “umierający”. Przecież to Jackson, na pewno chodzi za nim cały szpital. Kładąc się spać po północy 26 czerwca sprawdziłem jeszcze Onet.pl w telefonie. Informacja była już potwierdzona, “MJ nie żyje” :(
Żałowałem że nie prowadziłem wtedy swojej strony, chciałem gdzieś napisać że mi przykro, smutno, ale nie było gdzie… Cała para poszła w organizację hołdu dla MJ na pasażu Schillera 9 lipca 2009 roku. Potem był jeszcze ScreamJAM. W pierwszą rocznicę pomagałem w organizacji Who is it w klubie Pewex, ale rok po śmierci MJ nie był już “na topie”… Minął kolejny rok, świat się nie zawalił, poszedł dalej. Kim byśmy nie byli to tego nie zmienimy.
Long live the king!